MojePorsche żyje
W komentarzu do poprzedniego wpisu padło pytanie, czy blog umarł śmiercią naturalną.
Dobra wiadomość jest taka, że nie umarł, zła natomiast, że faktycznie trochę ostatnio zawalam sprawę z blogowaniem i takie pytanie nie dziwi, skoro przez dwa miesiące nie pojawił się nowy artykuł.
Z czego to wynika? Nastąpiły u mnie spore zmiany, jeśli chodzi o sytuację zawodową i jeszcze się do tego wszystkiego przyzwyczajam. Niedawno podjąłem trudną dla mnie decyzję i zatrudniłem się jako pracownik etatowy w pewnej firmie. Oznacza to, że moim projektom internetowym będę mógł teraz poświęcić znacznie mniej czasu, ale wierzę, że wyjdzie to na korzyść.
Decyzja wynika z faktu bardzo prozaicznego. Na tej posadzie przez najbliższe miesiące zarobię więcej niż z prowadzenia własnej firmy. A dlaczego piszę o najbliższych miesiącach? Ponieważ zbliża się jeden z najważniejszych dni w moim życiu i jednocześnie spore zobowiązanie finansowe. Za kilka miesięcy żenię się i tempo wzrostu przychodów z działań w Internecie nie pozwala mi zakładać, że do tego czasu uzbieram niezbędną sumę.
Decyzja była o tyle trudna, że muszę teraz przewartościować realizowane projekty i skupić się na kilku, z którymi wiążę największe nadzieje i które okazały się najkorzystniejsze. Pisanie bloga z pewnością będę kontynuował. Co do innych działań, okaże się wkrótce. Na szczęście znaczna część tego, co zbudowałem, może funkcjonować automatycznie i wymaga doglądania od czasu do czasu, co sprawia, że mogę kontynuować prowadzenie firmy i jednocześnie pracować u kogoś.
Tak naprawdę zaczyna się dla mnie pewien nowy okres, w którym docenię całe dnie, które miałem na pracę w domu przy komputerze. Będę mógł w nowym otoczeniu testować swoje techniki motywacyjne i doskonalić je.
MojePorsche żyje. Chciałbym napisać, że ma się świetnie, ale patrząc na datę poprzedniego wpisu sami dobrze wiecie, że tak nie jest. Wierzę, że wkrótce mój plan dnia się unormuje i wrócę do pisania i tworzenia.
Dziekuję, że nadal ze mną jesteście. To, że pojawiły się trudności, wcale mnie nie zniechęca. Patrzę na to jak na nową możliwość, która przyniesie z czasem efekty, których bym się nie spodziewał i że jest to jeden z elementów, które doprowadzą mnie do celu.
Pozdrawiam




