17. Grudzień 2009

Jak zostać milionerem nie będąc przedsiębiorcą cz. 1

Droga do milionaOstatnio na blogu Marcina przeczytałem artykuł zatytułowany „Być milionerem = być przedsiębiorcą”. Zachęcam Was do zapoznania się z tekstem, więc nie będę go streszczał. To, o czym chcę dziś napisać, jest całkowitą przeciwnością tytułowej równości.

W jednym z komentarzy do tego samego wpisu Krzysztof G. podsunął pomysł właśnie na artykuł „Jak nie być przedsiębiorcą a być milionerem”. Skorzystałem z rady i poczyniłem pewne przemyślenia :) .

Pierwszy sposób, jaki od razu przyszedł mi do głowy – wygrać w Lotto. I tutaj być może na twarzach niektórych z Was pojawi się zaskoczenie ale… nie jestem pierwszym, który na to wpadł ;) . Niestety, żeby wygrać, trzeba grać, a ja kuponów nie skreślam. Nie oznacza to jednak, że nigdy tego nie robiłem. Jeszcze do niedawna wysyłałem jeden zestaw sześciu numerów, które miały dać mi wygraną. Robiłem to regularnie przez około pięć lat. Z początku była ogromna wiara w to, że wytrwałość musi przynieść nagrodę. Kiedy jednak nagrody nie było, ani tej maksymalnej, ani choć małej, na pocieszenie, za trafienie „piątki” czy choćby „czwórki”, zacząłem się zniechęcać.

Wtedy jednak pojawiła się obawa. Co będzie, jeśli dziś nie zagram a podczas losowania zobaczę, jak „padają” „moje” numery? Najlepiej nie oglądać relacji :) . Strach ten był jednak na tyle silny, że przez kolejne lata co kilka dni wędrowałem do kolektury i wysyłałem kupon. Dopiero niedawno zrezygnowałem z tego rytuału i już nawet pozbyłem się lęku, że popełniam błąd.

Czy wiecie, jakie są szanse na trafienie „szóstki”? Jeden do prawie czternastu milionów! Gdybym nadal wysyłał „mój zestaw” cyfr, to zakładając, że zgodnie ze statystyką wygram w którymś z tych czternastu milionów losowań, to doczekałbym się tego najpóźniej po dziewięćdziesięciu tysiącach lat. Przy odrobinie szczęścia może wygrałbym gdzieś w połowie, ale nie ma co liczyć na szczęście.

Spójrzmy teraz na to z innej strony. Jeśli uznać za miarę sukcesu to, czy biznes przetrwał pierwsze pięć lat, to przez te 90000 lat mógłbym dokonać 18000 podejść do różnych działalności w różnych branżach. Jak myślicie, czy osiemnaście tysięcy prób biznesu daje szanse powodzenia któregoś z nich? Moim zdaniem daje i to ogromne. Śmiem zatem twierdzić, że szanse na sukces są znacznie większe w prowadzeniu własnej firmy niż w liczeniu na szczęśliwy traf w losowaniu. Jeśli bowiem obetniemy w obliczeniach po trzy zera i jeszcze podzielimy przez dwa, to i tak na 45 lat wysyłania kuponów przypada dziewięć biznesów po pięć lat każdy, a moim zdaniem nawet, kiedy komuś nie „wypali” pierwszy, drugi czy nawet trzeci pomysł, to nauczy się przy tym tak wiele, że czwarty musi się udać.

I tu jest właśnie przewaga liczenia na własną zaradność nad liczeniem na szczęście. Choćbyśmy nie wiem ile razy zagrali w Lotto, nie będziemy mieć nic więcej poza kosztami i nie zbliży nas to do wygranej ani o krok, bo prawdopodobieństwo, że trafimy, nadal będzie takie samo. We własnym biznesie, nawet, jeśli poniesiemy ogromne koszty i nie przetrwamy z naszym pomysłem na rynku, wyniesiemy ogromne doświadczenie, które będzie naszą siłą w kolejnych próbach.

Może zainteresują Cię również...

Liczba komentarzy: 3

1. MarcinNo Gravatar napisał 17. Grudzień 2009 o 17:33

Dzięki za link.

“I tu jest właśnie przewaga liczenia na własną zaradność nad liczeniem na szczęście”.

Czyli generalnie dochodzisz do tego samego wniosku co ja, bo przedsiębiorczość to nic innego jak własna zaradność hehe.

2. PrzemekNo Gravatar napisał 18. Grudzień 2009 o 00:36

Marcinie, całkowicie się zgadzam. Podszedłem tylko do tematu od drugiej strony :)

3. Jak zostać milionerem nie będąc przedsiębiorcą cz. 3 | Moje Porsche napisał 30. Grudzień 2009 o 10:22

[...] Lotto nie, oszczędzanie nie, to może namalować obraz? Najdroższe malowidło świata, choć to nieoficjalne informacje, kosztowało 140 milionów dolarów. Namalował je Jackson Pollock i nosi tytuł „Numer 5″. Dla osób nie znających się na malarstwie (ja niestety do nich należę) namalowanie czegoś podobnego nie wydaje się trudne. Ot, trochę nakapać farbą (fachowa nazwa – malarstwo gestu) i dobrze sprzedać. Ale sprzedaż to już zadanie dla przedsiębiorcy, nawet, jeśli nie założę działalności gospodarczej. Mam na myśli pewne cechy i umiejętności charakteryzujące większość przedsiębiorców, które chyba trzeba mieć, żeby sprzedać swój obraz za miliony dolarów. [...]

Skomentuj

Możesz użyć tagów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>