Jak zostać milionerem nie będąc przedsiębiorcą cz. 3
Lotto nie, oszczędzanie nie, to może namalować obraz? Najdroższe malowidło świata, choć to nieoficjalne informacje, kosztowało 140 milionów dolarów. Namalował je Jackson Pollock i nosi tytuł „Numer 5″. Dla osób nie znających się na malarstwie (ja niestety do nich należę) namalowanie czegoś podobnego nie wydaje się trudne. Ot, trochę nakapać farbą (fachowa nazwa – malarstwo gestu) i dobrze sprzedać. Ale sprzedaż to już zadanie dla przedsiębiorcy, nawet, jeśli nie założę działalności gospodarczej. Mam na myśli pewne cechy i umiejętności charakteryzujące większość przedsiębiorców, które chyba trzeba mieć, żeby sprzedać swój obraz za miliony dolarów.
Nie napawa nadzieją fakt, że autor wspomnianego dzieła nie żyje, tak samo jak pozostali malarze, których dzieła znajdują się na liście dziesięciu najdroższych na świecie. Wszyscy, poza jednym wyjątkiem. Jasper Johns, urodzony w roku 1930 i nadal żyjący wśród nas, namalował „Falstart” wart obecnie 80 milionów dolarów. Czyli to możliwe (tyle że autor prawdopodobnie nie zobaczy ani centa z tej kwoty). Zastanawiam się jednak, czy łatwiej namalować obraz i sprzedać go za milion złotych, czy może zainwestować w prawa do reprodukcji i sprzedać milion pocztówek z zyskiem jednej złotówki na każdej sztuce?
Jednych kręci pojedynczy strzał, transakcja życia, która zmieni ich w bogaczy, inni obierają metodę wielu mniejszych zarobków. Ktoś kiedyś powiedział, że woli zarabiać po jednym procencie od pracy stu ludzi niż mieć 100 procent ze swojej pracy. Parafrazując te słowa łatwiej zarobić po złotówce z wielu źródeł niż ogromną kwotę z jednego źródła. Do mnie to przemawia i nadal twierdzę, że własny biznes jest lepszy niż malowanie obrazów. Chyba, że ma się wybitny talent do pędzla i farb. Jeśli nie, to szanse na milion są większe w działalności gospodarczej nawet, jeśli myślicie, że do biznesu też nie macie zdolności.
A jakie są Wasze pomysły na milion, takie, które nie wiążą się z byciem przedsiębiorcą?
Trackback
RSS Feed


Liczba komentarzy: 8
1. Krzysztof
napisał 16. Styczeń 2010 o 11:59
Drogi Przemku, tak dla korekty, chciałbym zauwazyć, że za 76 mln $ zostal sprzedany obraz pt. “rzeź niewiniatek” ale był to obraz Rubensa. Johns swój obraz pt. “Falstart” sprzedal za 80 mln.
2. Przemek
napisał 16. Styczeń 2010 o 13:54
Krzysztofie, słuszna uwaga. Chyba te miliony tak mi zawróciły w głowie, że doszło do pomyłki. Dzięki, że trzymasz rękę na pulsie
Już poprawiłem tekst.
3. Agnieszka
napisał 06. Luty 2010 o 19:41
Witaj.Sama maluje obrazy .. problem w tym że jeżeli ktoś zgłasza się do mnie z zamiarem kupna mojego obrazu to mam wielki problem z wyceną, jest mi głupio by wystawić godną cenę i w konsekwencji tego sprzedaję obraz za psie grosze.Dodam że studiuję na Akademii Sztuk Pięknych. Od dziecka przewijały mi się przez głowę myśli o założeniu działalności gospodarczej ale czuję się za słąba by podjąć jakiekolwiek działąnie. Maże o czymś co na razie jest zbyt daleko by to osiągnąć. Wyaje mi się że artysta jedynie poprzez bycie przedsiębiorcą może zarobić grubszą gotówkę. pozdrawiam
4. Przemek
napisał 09. Luty 2010 o 13:43
Agnieszko, jeśli sama nie będziesz siebie cenić, nikt inny tego nie zrobi. Skoro sama masz problem z oceną swoich prac i obawiasz się być przedsiębiorczą, rozejrzyj się za kimś, kto chciałby promować Twoje prace w zamian za prowizję. Jeżeli miałby procent od sprzedaży, to zależałoby mu na jak najwyższej cenie. A Ty miałabyś czas na malowanie kolejnych obrazów. Pomyśl o tym.
5. R.
napisał 25. Luty 2010 o 19:23
Bardzo fajny cykl artykułów.
Polecam ten link jako podsumowanie całego cyklu
http://mainhg.demotywatory.pl/uploads/1256539404_by_charcik_500.jpg
6. Przemek
napisał 25. Luty 2010 o 19:41
R. coś w tym jest, choć ja osobiście nie uważam studiów za stracony czas. Ukończyłem marketing i właściwie pracuję w zawodzie, jednak nie zdobyłem na uczelni wiedzy, z której teraz korzystam. Mimo to studia to ludzie, których poznajesz, studia to nowe punkty widzenia, z którymi się stykasz, studia to czas na dojrzewanie.
Myślę, że gdybym raz jeszcze stał przed wyborem “Co po maturze?” wybrałbym studiowanie.
7. R.
napisał 25. Luty 2010 o 21:34
Przemo, a ja się z Tobą nie zgodzę. Mam kolegę, 35 lat, właścicilel firmy budowlanej po Liceum Medycznym. Po szkole średniej od razu poszedł do pracy. Dziś firma zatrudniające 20 pracowników, dom 300 m2, 2 samochody osobowe za łącznie 600tys zł (nie liczę firmowych), kilka nieruchomości itd itd. Ja studia 5 lat itd itd. Studia poszerzają horyzonty ale totalnie nie uczą przedsiębiorczości. Aby coś z nich wynieść trzeba trafić na odpowiednich ludzi, co zdarza się b. rzadko.
8. Przemek
napisał 25. Luty 2010 o 23:56
Pisałem jedynie o sobie
Ogólnie bywa różnie i składa się na to wiele czynników. Zgadzam się, że studia nie uczą przedsiębiorczości. To raczej takie życie pod kloszem przez kilka lat, jeśli sam nie szukasz, nie angażujesz się w coś więcej. Wychodzi więc na to, że tak czy inaczej najwięcej zależy od nas samych i może studia nie pomagają za bardzo w zostaniu przedsiębiorcą z krwi i kości to nie można też stwierdzić, że w tym przeszkadzają.
Myślę, że rośnie nowe pokolenie studentów, którzy dostrzegają potrzebę wchodzenia w biznes jak najwcześniej, choć może to wrażenie tylko dzięki Internetowi, który pozwala łatwiej zauważyć takie jednostki. Jak myślisz R.? A Wy jak myślicie?