Wiara w siebie
Opowiem Wam dziś krótko o moim koledze ze szkolnych czasów. Ma na imię Andrzej. W podstawówce podkochiwał się w jednej z dziewczyn z równoległej klasy – Barbarze. Basia była śliczną brunetką o zielonych oczach i piegach na nosie i podobała się nie tylko Andrzejowi. Było to uczucie ukrywane i tylko z daleka chłopak ten wzdychał do swej wybranki. Kiedy przyszedł czas balu pożegnalnego na zakończenie ósmej klasy (za moich czasów szkoła podstawowa trwała osiem lat), Andrzej wpadł na pomysł, żeby zaprosić Basię na tę zabawę. Powiedział mi o swoim pomyśle i pięć sekund później zaczął się z niego wycofywać…
- Przecież taka fajna dziewczyna może pójść z każdym, dlaczego miała by przyjąć moje zaproszenie? – pytał retorycznie.
- Jeśli jej to zaproponuję, na pewno mnie wyśmieje. – dodał.
- Dam sobie spokój i skrócę kolejkę chętnych o jedno miejsce. – skwitował.
Próbowałem namawiać go do zmiany zdania, ale nic z tego nie wychodziło. Andrzejowi brakowało wiary w siebie. Nie potrafił zrobić pierwszego kroku i odważyć się podejść do dziewczyny.
Koniec końców Basia przyszła na bal z kolegą ze swojej klasy. Miał słabsze oceny niż Jędruś i nie był tak dobry w sporcie. Wg moich koleżanek nie był też tak przystojny jak cichy wielbiciel, a jednak to jemu udało się zaprosić na zabawę najładniejszą dziewczynę w szkole. Andrzej przez większość czasu podpierał ściany, ponieważ przyszedł na bal sam.
Dziś jestem prawie pewien, …czytaj ciąg dalszy …


